Sylabami po Krakowie – recenzja

  Zawsze powtarzałam sobie, że jako mama nie będę przemęczać moich dzieci nauką czytania, pisania etc. W trakcie studiów, wiele razy słyszałam jak to dzieci nauczycieli mają „przerąbane” w życiu. Mama – nauczyciel to nic dobrego dla dziecka. Ciągle tylko nauka, literki, składanie literek, czytanie wyrazów, pisanie… . Nie chciałam powielać tego stereotypu. Moim dzieciom daję tylko dostęp do przeróżnych książek, kolorowanek czy zwykłych pustych kartek. Kiedy syn chciał coś wspólnie rysować czy pytał o kształt konkretnej literki, to mu ją pokazywałam, bez większego naciskania, że MUSI się uczyć tego czy owego. Jedynie co, to od małego czytam mu bajki przed snem 😉

Na chwilę obecną Antoś chodzi już drugi rok do przedszkola. Tak naprawdę, to tam uczy się typowo „szkolnych” rzeczy. Ostatnio coraz częściej pyta się jak napisać daną literkę albo nawet wyraz. Samodzielnie podpisuje swoje prace i bardzo go to cieszy (mnie jeszcze bardziej, kiedy widzę jego radość). Nadszedł moment, gdy syn stwierdził, że chciałby czytać książeczki SAM.

Szukałam jakiś czas książki do nauki czytania „LITERY” Przyłubskich, ale nigdzie nie mogłam dostać. Z pomocą przyszło mi Centrum Metody Krakowskiej ze swoją pozycją „Sylabami po Krakowie”

Wspomniana książka oparta jest na Symulatoniczno-Sekwencyjnej Metodzie Nauki Czytania autorstwa prof. Jagody Cieszyńskiej- Rożek, a stworzyły ją Ola Artymowska i Agata Dębicka- Cieszyńska.

Gdy sięgnęłam po nią pierwszy raz, byłam zawiedziona!!! Tyle tam się dzieje. Ilustracje są tak szczegółowe, mnóstwo detali. Miałam wrażenie, że 4-latek nie ogarnie tego i się zniechęci.

Pomyliłam się. Antoni książką jest oczarowany, a teraz również i ja. Przy niepogodzie najlepiej się nam ją ogląda i „czyta”. Poszukujemy wspólnie jakiegoś elementu i nawzajem zadajemy sobie pytanie: „gdzie jest…” .
W książeczce zawarte są też podpisy dźwiękonaśladowcze.

Każda strona zawiera dodatkową zakładkę. Na jednej stronie zawarte są paradygmaty sylab i rzeczowniki w formie obrazka oraz podpisu. Natomiast na odwrocie mamy prosty tekst do dużej ilustracji.

Książeczkę oglądaliśmy do tej pory może 4-5 razy, a niektóre paradygmaty sylabowe Antoś już potrafi rozpoznać. Książka jest bardzo szczegółowa. Jest przewodnikiem po Krakowie dla najmłodszych. Syn nawet pyta mnie, kiedy pojedziemy do Krakowa, bo on już wie w jakie miejsca pójdziemy 😉

 

Książka „wpadła” też w ręce Sary. Ona także początkowo była zniechęcona. Migała do mnie: „nie wiem gdzie patrzeć tu, czy tu”. Jednak ja się nie poddałam, bo znając już książkę na wylot wiedziałam, że można z nią dużo „pokombinować”. Wzięłam mapę Polski i poprosiłam Sarę o odszukanie miasta – Kraków.

Kiedy znalazła, opowiedziałam jej, że tam studiowałam i bardzo lubię to miasto (spędziłam w nim 5 lat). I tak zaczęłyśmy oglądać książkę. Zwiedziłyśmy „palcem” najważniejsze miejsca w Krakowie. Sara odkryła Smoka, rynek i Krakowskie ZOO. Zwracała uwagę na najdrobniejsze szczegóły – jak to w zwyczaju mają osoby z wadą słuchu. Podczas zajęć indywidualnych padło dużo pytań i pojawiło się nam dużo nowych znaków migowych, których Sara jeszcze nie znała. Na kolejnych zajęciach Sara starała się samodzielnie czytać tekst na dołączonej do książki zakładce.

Książka w końcu bardzo nam się spodobała i polecamy ją wszystkim. Często po nią sięgam w domu z moim czterolatkiem. Nie korzystam z niej nagminnie zmuszając syna do nauki czytania. Służy nam raczej do zabawy, do poszukiwania (usprawniamy koordynację wzrokowo-ruchową). Natomiast skutkiem ubocznym naszej zabawy jest to, że Antek rozpoznaje sylaby 😉

Opracowanie zawiera 7 stron w twardej oprawie oraz 7 zakładek, które kolorystycznie są dopasowane do konkretnej strony. Dla mnie to bardzo ważne, bo nie musimy za każdym razem szukać gdzie powinna być dana zakładka. Ilustracje są przedstawione w sposób bardzo szczegółowy, barwny. Postacie również ukazują nam współczesne życie codzienne, mieszkańców, turystów czy osoby niepełnosprawne.

 

Wydawnictwu „Centrum Metody Krakowskiej” bardzo dziękujemy, za możliwość przetestowania tej publikacji.

 

Okiem rodzica : Czytam Mamie i Tacie.

Tuż przed Wielkanocą, otrzymaliśmy paczkę z Centrum Metody Krakowskiej a w niej m.in. część serii Czytam Mamie i Tacie. Jako rodzic niesłyszącego, migającego dziecka jestem zachwycona książeczkami, zwłaszcza, że są to znane i lubiane baśnie i legendy w formie komiksu.

Podsunęłam książeczki Sarze. Ciekawiło mnie czy sięgnie po nie z własnej woli. Tytułem wyjaśnienia. Sara uwielbia komiksy. Dlaczego? Mało tekstu. Dużo rysunków. Może sama śledzić akcje. A w zrozumieniu tekstu pomaga ilustracja. Sara książeczki przeglądnęła, odłożyła a po chwili sięgnęła po nie znowu. Czytała na głos i o dziwo nie wołała :- ” Mamo chodź tutaj, ja nie wiem co to.”

Seria „Czytam Mamie i Tacie” zachwyca piękną szatą graficzną. Ilustracje są niezwykle dopracowane. Bogactwo szczegółów i kolorów przyciąga wzrok ale go nie męczy. Wyraźna jest także czcionka, która sprawia, że czytany tekst jest przejrzysty. Jednak najważniejszym elementem serii jest treść. Treść, którą dziecko z tak głęboką wadą słuchu i mizernymi kompetencjami językowymi może przeczytać prawie samodzielnie. Pomagałam Sarze w zrozumieniu m.in. związków frazeologicznych (jeszcze długo będą jej sprawiać trudność). Jednak większość, o czym jako dumna matka głosić wszem i wobec będę, przeczytała samodzielnie. Zwróciłam także uwagę, że seria pomaga wprowadzić pojęcie narracji. Na ilustracjach widzimy tego tajemniczego kogoś kto opowiada. Dla dziecka słyszącego narrator w tekście będzie kimś lub czymś naturalnym. Dla Sary to pojęcie fikcyjne i do tej pory nie udało mi się wytłumaczyć jej – Co to?, Kto to? ten narrator.

Myślę, że seria stanowi także świetną alternatywę dla lektur szkolnych. Często nauczyciele nauczania początkowego mają problem z tym, że dziecko z dysfunkcjami nie może przeczytać i opanować treści danej lektury. W klasach 1-3 wyrzucałam z lektur większość tekstu, który wydawał mi się zbędny. Upraszczałam opisy, zdania złożone zamieniałam na proste (nadal tak robię). Czasami nawet tworzyłyśmy wspólnie z Sarą mini komiks np. do historii Mateusza Szpaka z Akademii Pana Kleksa. Jednak to nie to samo co gotowa książka.

Także dzieci bez dysfunkcji, które dopiero rozpoczynają przygodę z czytaniem, na pewno z przyjemnością zapoznają się z tymi książeczkami. Jak wspomniałam wcześniej, ilustracje skutecznie zachęcają nawet opornego, małego czytelnika. Zarówno serię „Czytam Mamie i Tacie” jak i inne ciekawe pomoce dydaktyczne można kupić Tutaj 🙂 Polecam jako rodzic dziecka z obustronną, głęboką wadą słuchu 🙂