Język migowy – szerokie i wąskie ujęcie tego terminu

Temat wydaje mi się bardzo istotny w pracy surdopedagoga, czyli osoby która pracuje bądź będzie dopiero pracowała z osobami z wadą słuchu. Zawarte zostaną w nim sposoby komunikowania się wspomnianych osób. Społeczeństwo  Głuche najczęściej porozumiewa się za pomocą języka migowego, który dla tego środowiska jest pierwszy i naturalny (tak jak dla osób słyszących mowa dźwiękowa jest ich naturalnym sposobem komunikowania się między sobą). Natomiast populacja słabosłysząca ma zróżnicowane sposoby komunikacji. U jednych mowa jest w pełni rozwinięta i zrozumiała jak u słyszących, u innych jest niewyraźna, trudno zrozumiała przez odbiorców. Osoby takie wspomagają się też innymi alternatywami komunikacji.

Często obserwujemy, że powstaje pewna bariera jeśli chodzi o porozumiewanie się osób niesłyszących z osobami słyszącymi. Spowodowane to jest tym, iż osoby z wadą słuchu często mają duże problemy z przyswojeniem systemu języka polskiego, z kolei znajomość kodów manualnych wśród osób słyszących jest do tej pory rzadkością. Wśród środków którymi posługują się niesłyszący w celu nadania informacji można wyróżnić: język migowy, daktylografię, język migany, fonogesty, odczytywanie mowy z ust, totalną komunikację. Kolejno omówię te środki komunikacji:

Pierwszym terminem, który pojawił się już około 1880 roku jest język migowy, inaczej zwany PJM. Jest to klasyczny, tradycyjny, naturalny oraz swoisty język; używany na co dzień przez społeczność osób Głuchych w Polsce (zarówno przez osoby głuche, jak i słyszące dzieci głuchych rodziców). Język ten stworzony jest przez osoby głuchonieme w ich naturalnym środowisku, dla ich własnych potrzeb. Według B. Szczepankowskiego (1988, s. 12) „jest to zespół środków stosowanych przez ludzi niesłyszących w porozumiewaniu się pomiędzy sobą i z ludźmi słyszącymi, obejmujący właściwe danym środowiskom słownictwo oraz sposób przekazywania znaków migowych”. Podobną znaczeniowo definicję podaje T. Gałkowski (za: J. Kiwerski, 1986, s. 157): „jest to forma porozumiewania się osób głuchych, wykorzystująca ekspresję gestową i posługująca się ustalonymi symbolami opartymi na ruchach
i ułożeniach dłoni, palców i rąk”.

Daktylografia / alfabet palcowy – oznacza „pisanie palcami”. Według J. Baran (1983, s.114) „przez daktylografię rozumiemy mowę słowną realizowaną za pomocą ruchów palców jednej lub obu rąk. Najczęściej stosowana jest forma jednoręczna, chociaż są kraje, gdzie głusi przy palcowaniu posługują się obiema rękami (Anglia)”. W literaturze przedmiotu z lat 80-tych XX wieku próbę zdefiniowania alfabetu palcowego podjął się również T. Gałkowski. Zgodnie z ustaleniami tego autora (1986, s. 20) alfabet palcowy „jest to system znaków oparty na ruchach i układach palców, w którym poszczególnym głoskom odpowiadają osobne ułożenia lub ruchy palców”.

Według B. Szczepankowskiego (1999 s. 153) język migany to zespół „znaków migowych, których używa się w szyku gramatycznym języka ojczystego, dodając fakultatywnie lub obowiązkowo końcówki fleksyjne za pomocą alfabetu palcowego. Język migany stosuje się zawsze razem z językiem mówionym – połączenie to tworzy system językowo – migowy (SJM)”. Wspomniany autor podaje również definicję systemu językowo – migowego (SJM) (1999, s. 392) „pozwala na przekazywanie treści wypowiedzi równocześnie w dwóch odmianach języka – mówionej i miganej. Równoległa ilustracja wypowiedzi słownej znakami języka migowego sprzyja odczytywaniu mowy z ust i ułatwia percepcję synergiczną”.

Fonogesty jako metoda manualnego wspomagania odczytywania wypowiedzi słownych, oznacza „specjalne ruchy ręki (prawej lub lewej) towarzyszące mówieniu, pomagające wsłuchiwać się w żywą mowę i dokładnie odczytywać wypowiedzi z ust” (K. Krakowiak, 1997, s. 76).

Inną formą porozumiewania się jest odczytywanie mowy z ust. B. Hoffman (1979, s. 179) podaje taką definicję: „odczytywanie mowy z ust jest umiejętnością związaną z ukierunkowanymi procesami postrzegania, identyfikacji oraz rozumienia określonych, głównie wizualnych, słuchowych oraz kinestetyczno – artykulacyjnych całości językowych w określonym kontekście zdaniowym i sytuacyjnym”. Jest to niewątpliwie trudna technika do opanowania i na pewno nie pozwoli na całkowite zastąpienie słuchu, gdyż „wzrokiem można bowiem dostrzec jedynie te elementy mowy – fragmenty układów i ruchów artykulacyjnych, które są widoczne z zewnątrz, a więc głoski artykułowane z udziałem warg. Jest ich jednak niewiele, stanowią bowiem nieco ponad 30% zbioru wszystkich głosek polskich, a ponadto wiele z nich prezentuje się wizualnie identycznie lub bardzo podobnie” (B. Szczepankowski, 1973, s. 6).

Na koniec została do omówienia definicja totalnej komunikacji, która jest określana przez W. Pietrzaka (1992, s. 11-12) jako „filozofia porozumiewania się” za pomocą wszystkich dostępnych środków, jakimi są: ekspresja słowna (język mówiony, mowa), wzrokowa percepcja mowy (odczytywanie mowy z ust, pamięć wzrokowa, tj. umiejętności zapamiętywania drobnych i mało różniących się od siebie ruchów warg), słuchowa percepcja mowy obejmująca trening słuchowy polegający na uwrażliwianiu resztek słuchowych, reakcję na dźwięki, różnicowanie dźwięków i ich lokalizację; wychowanie słuchowe (…) oraz logorytmikę, systemy językowo – migowe, polski język migowy, a także mimikę i pantomimikę, systemy ustno – ręczne (daktylografię i fonogesty)”. A. Korzon (1996, s. 53) – definiuje totalną komunikację jako: „wykorzystanie wszystkich sposobów porozumiewania się, tak by dziecko miało możliwość rozwoju języka od jak najwcześniejszych lat swego życia”.

Według mnie, w nauczaniu dzieci niesłyszących powinno stosować się totalną komunikację, gdyż w pełni pozwoli na indywidualne podejście do każdego z uczniów, którzy znajdują się w danej klasie. W totalnej komunikacji stosowane są wszystkie możliwe środki komunikacji i wydaje mi się to być najlepszym rozwiązaniem szczególnie w nauczaniu początkowym. Natomiast jeśli chodzi o język migowy (PJM), bądź język migany (SJM) to wydaje mi się, że również tutaj trzeba podejść indywidualnie do ucznia z którym mamy do czynienia lub do osób starszych, które od zawsze posługują się jednym konkretnym językiem. Uważam, że nie powinniśmy na siłę „kazać” im przestawić się np. z naturalnego na systemowy, ponieważ jest to dla nich bardzo krzywdzące. To tak jakby Polakowi zakazać mówić w języku polskim i kazać mu posługiwać się chińskim, który dla niego jest zupełnie obcy. Innym przykładem byłby zakaz mówienia gwarą – „po góralsku” osobie, która jest Góralem lub po kaszubsku – osobie zamieszkałej na Kaszubach i utożsamiającej się z mniejszością kulturową tego regionu Polski.

*Powyższy tekst jest moją własnością. Zawarte w nim terminologie są zaopatrzone w źródło. Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

Pomysł na ortografię – „U” i „Ó”

Do dzisiejszego wpisu zabierałam się bardzo długo. Spowodowane to było nadmiarem wolnego czasu :O. Poważnie!!! Nie wiedziałam w co ręce włożyć. Jak jest pogoda to nie lubię siedzieć w domu, tylko szukam zajęcia w ogrodzie, wychodzę z dziećmi na rower, plac zabaw… .

Jednak postanowiłam dokończyć to co zaczęłam ostatnio 😉

Kolejna pomoc dydaktyczna na zajęcia  z ortografii mojego autorstwa- tym razem „u” i „ó”.

Materiały składają się ze słowniczka wyrazów, które znajdują się w zadaniach oraz ćwiczeniach.

Dajemy naszemu dziecku „słowniczek” do zapoznania się z wyrazami i ich pisownią. Odczytujemy nazwy, zwracamy uwagę jak piszemy (u czy ó). Po czym przechodzimy do ćwiczeń.

Pierwsze zadanie polega na uzupełnieniu wyrazów brakującą literą. Mamy do wypełnienia 4 kartki, po 3 wyrazy:

Do drugiego zadania potrzebujemy 28x opakowania z jajek niespodzianek (odkąd zaczęłam wykorzystywać pojemniczki z jajek do pomocy dydaktycznych, tak teraz odkładam każdy  😉 ).

Do 14 wkładamy etykiety z nazwami, a do pozostałych wkładamy etykiety z ilustracjami. Zadaniem dziecka jest losować po 1 jajku i dopasowywać do siebie nazwy z obrazkiem. To ćwiczenie ma na celu sprawdzić rozumienie nazwy i prawidłowo przyporządkowywać je do konkretu. Akurat ja miałam w dwóch odcieniach opakowania po jajkach, ale to jest bez znaczenia 😉

Ostatnia karta pracy służy do sprawdzenia wiadomości przez dziecko. Zawiera 14 zdań – tyle ile było wyrazów w słowniczku. Zadaniem ucznia jest uzupełnienie wyrazów brakującą literą „u” lub „ó” i przeczytanie całego zdania.

Słowniczek, etykiety z nazwami oraz etykiety z obrazkami najlepiej zalaminować, aby nam posłużyły na dłużej. Karty pracy drukujemy na bieżąco lub też laminujemy i uzupełniamy pisakiem do tablic suchościeralnych 😉

Dla chętnych, oczywiście mogę udostępnić materiały do wykorzystania na zajęciach z dziećmi 🙂

 

 

Puzzle edukacyjne „Od litery do słowa”

Waaaaakacje!!

Czy Wy też tak czekaliście na wakacje tak jak ja??? 😀 Końcówka roku szkolnego jak na złość ciągnęła się niemiłosiernie długo!!! Był to okres bardzo intensywny – dużo papierologii, sprawozdania całoroczne i zebrania nauczycielskie. Uff… Dobrnęłam do 22 czerwca, co nie znaczy, że teraz leżę pod palmami na hamaku i wypoczywam 😉 Przygotowuję się do awansu zawodowego, myślę nad nowym IPETem dla Sary (od września szykuje się dużo zmian). Ponadto, obiecałam sobie, że większość swojego wolnego czasu poświęcę moim dzieciom.

Jako, że dysponuję teraz dodatkowo około 7-8h dziennie, postanowiłam nadrobić zaległości w pisaniu recenzji 😉 Na pierwszy rzut trafiają: Puzzle Od litery do słowa, wydawnictwa Epideixis, które wręcz proszą aby wreszcie się nimi zająć 🙂

Producent na opakowaniu napisał, że zabawa przeznaczona jest dla dzieci przedszkolnych i zaczynających naukę w szkole. Czyli w sam raz dla Antosia, który wszelakie puzzle uwielbia.

Pierwsze „spotkanie” Antosia z puzzlami niezmiernie mnie zaskoczyło. Bardzo chętnie chciał poćwiczyć znajomość literek (sama nie wiem, czy to chęć bycia testerem tak mu przypadła do gustu, czy po prostu lubi się uczyć).

           

Zaczęliśmy od zestawu nr I. Najpierw nazwaliśmy wszystkie rzeczowniki przedstawione na planszy (agrafka, bocian, cebula, dom, eskimos, fartuch, gołąb, helikopter, etc. …). Następnie wymieniliśmy poszczególne litery na puzzlach (A, B, C, D, E itd. …). Tak doszliśmy do części „właściwej”, czyli dopasowywanie puzzla z literą do odpowiedniego obrazka. Przy tym ćwiczeniu towarzyszyła nam również Maja. Antoś wybierał puzzla, nazywał literkę (z  moją pomocą),  a córka mogła jako pierwsza odszukać obrazek na planszy. Bardzo spodobało mi się w tej zabawie to, że Antoś jako starszy brat pozwolił Majce uczyć się z nami i jako pierwszej wskazywać obrazek. W tym wieku jest to trudne, gdyż prawie wszędzie pojawia się rywalizacja – Kto pierwszy, ten lepszy… .

Zestaw nr II wydaje się nieco trudniejszy, ale przyporządkowywanie mamy już wyćwiczone, analiza i synteza wzrokowa jest u Antka bardzo sprawna. Dopasowanie wyrazów 3 literowych, pomimo brakującej samogłoski, nie sprawiło synowi większego problemu. Trudniejsze okazały się te 4 literowe, ale nie zraziło nas to, ponieważ przygodę z czytaniem dopiero rozpoczynamy 😉

 

Po ułożeniu I i II zestawu – Antoś próbował samodzielnie odczytać cały  alfabet, a młodsza siostra (jak to Antoś zawsze mówi): „papugowała” go i powtarzała po nim usłyszane litery. Przyjemne z pożytecznym;)

 

Charakterystyka gry:

  • wiek – od 5 lat;
  • 2 zestawy puzzli po 25 elementów;
  • 2 plansze czarno – białe;
  • I zestaw (25 elementów): trzeba odszukać na planszy obrazek, którego nazwa rozpoczyna się od litery na puzzlu. Ułożony obrazek tworzy część alfabetu: od A do L.
  • II zestaw (25 elementów): musimy przyporządkować wyraz z brakującą samogłoską do obrazka z podpisem na planszy. Obrazek przedstawia nam dalsza część alfabetu tj.: od Ł do Z. Plansze są oznaczone, która jest I i II.
  • puzzle są wykonane bardzo starannie z grubszej tektury.

 

Moim zdaniem, wydawnictwo EPIDEIXIS  zasługuje na wielkie brawa!!! Produkt przygotowany jest bardzo starannie i zachęca dziecko do nauki poprzez zabawę 🙂

 

Założenia rehabilitacji językowej dzieci niesłyszących

            Najważniejszym zadaniem osób (specjalistów), które mają na celu pomóc dziecku z wadą słuchu opanować mowę, jest znalezienie najlepszego sposobu, który „pokona” barierę powstającą miedzy dzieckiem
z uszkodzonym narządem słuchu a jego rodzicami i najbliższym otoczeniem. Dlatego proces usprawniania języka u tych dzieci wymaga bardzo długiego
i systematycznego nakładu pracy, a także ogromnego wysiłku
i zaangażowania przede wszystkim dziecka, a także jego rodziców, specjalistów – surdologopedów i nauczycieli – surdopedagogów.

Dyscyplina naukowa, którą jest surdopedagogika w pełni zajmuje się problematyką osób z uszkodzonym narządem słuchu. U. Eckert (za: Z. Sękowska 1985, s. 149) podaje definicję: „surdopedagogika jest działem pedagogiki specjalnej, zajmującym się teorią i praktyką kształcenia osób
z wadą słuchu, a więc osób niesłyszących (głuchych) i słabosłyszących (niedosłyszących, z resztkami słuchu)”. Do zadań surdopedagogiki należy:

  • opis i porządkowanie faktów wychowawczych;
  • dbałość o proces nauczania, wychowania i rehabilitacji;
  • określenie związku między treściami i metodami nauczania
    i wychowania;
  • określenie relacji między systemem szkolnym, przedszkolnym
    i internatowym;
  • przygotowanie do samodzielnego życia wśród słyszących;
  • powiązanie systemu nauczania i wychowania ze szkoleniem zawodowym
    (za: D. Kornaś, wykład z surdopedagogiki, 2010).

Następnym ważnym elementem surdopedagogiki jest określenie celów rewalidacyjnych. Pracując z osobą niepełnosprawną powinniśmy jasno określić jakie będą nasze założenia do których chcemy dążyć. U. Eckert (za: Z. Sękowska 1985, s.149) wśród najważniejszych celów rewalidacji wymienia między innymi:

  • przywracanie sprawności uszkodzonego zmysłu słuchu przez umożliwienie korzystania z posiadanych resztek słuchowych drogą odpowiednich ćwiczeń bądź pobudzenie nerwu słuchowego i centralnego układu nerwowego przez zastosowanie wszczepu ślimakowego
    i rewalidację;
  • przywracanie sprawności psychicznej przez usprawnianie procesów poznawczych, zaburzonych wskutek ograniczenia percepcji bodźców słuchowych, w tym mowy dźwiękowej;
  • przygotowanie osób z wadą słuchu do funkcjonowania w warunkach życiowo zmienionych wskutek istniejącej wady i do samodzielnego życia.

W literaturze można spotkać się z takimi pojęciami jak „rewalidacja”
i „rehabilitacja”, które są zamiennie stosowane przez polskich pedagogów specjalnych. Pojęcie tych dwóch definicji jest niemalże takie samo. Najczęściej jednak używa się definicji rewalidacji. Według Lipkowskiego (1979) rewalidacja jest to: „wychowanie społeczne jednostek niepełnosprawnych, w tym również osób z wadą słuchu, zmierzające do najpełniejszego ich rozwoju” (za: G. Gunia, 2006, s. 31). Rewalidacja pokazuje jak należy postępować przy wychowywaniu jednostki niepełnosprawnej, innym słowem pomaga odpowiedzieć na pytanie: co należy usprawniać?, co kompensować?, a co korygować?. Przedstawię definicje tych terminów:

  • Usprawnianie jest to maksymalne udoskonalanie funkcji uszkodzonego zmysłu słuchu oraz organów nieuszkodzonych. Przy kształtowaniu mowy wykorzystujemy zachowane resztki słuchu dzięki wychowaniu słuchowemu oraz usprawniamy funkcje wzroku, dotyku, kinestetyki do polisensorycznego odbierania wypowiedzi.
  • Kompensacja jest to wyrównanie zmniejszonych możliwości rozwojowych, wynikających z uszkodzenia słuchu, przez stosowanie na przykład aparatów słuchowych oraz zastępowanie funkcji zaburzonego narządu innym, np. wzrokiem, dotykiem.
  • Korektura, czyli wyrównywanie różnic między złożonymi,
    a uzyskiwanymi rezultatami realizacji zadań wychowawczych oraz poprawianie zachowań, które zakłócają proces kształtowania mowy (G. Gunia, 2006, s. 32).

Aby nasza praca z dzieckiem niepełnosprawnym była efektywna i dawała oczekiwane rezultaty – powinniśmy pamiętać o tym, iż wychowanka należy traktować podmiotowo, a nie przedmiotowo, uwzględniać jego specyficzne potrzeby, które wynikają z uszkodzonego narządu słuchu. Podmiotowe traktowanie dziecka stanowi podstawowy fundament pracy rehabilitacyjnej zarówno rodziców, nauczycieli jak i terapeutów. Na nim powinniśmy opracowywać program rehabilitacji, kształcenia lub wychowania, gdyż wtedy na pewno nasza praca będzie efektywna i spełni nasze oczekiwania wobec dziecka.

Innym bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na efektywność pracy
z dzieckiem niesłyszącym nad usprawnianiem jego języka jest odpowiedni dobór metod, które będziemy stosować w pracy z dzieckiem niesłyszącym. „Pedagogika specjalna nie opracowała do tej pory systemu wielostronnej ewaluacji stosowanych metod. Ich skuteczność należy rozpatrywać i oceniać w odniesieniu do specyfiki tworzonych przez nie środowisk i wspólnot komunikacyjnych” (K. Krakowiak, 2003,
s. 67).

Kluczową rolę odgrywa w rehabilitacji także środowisko naturalne, w którym przebywa dziecko – czy jest to środowisko przyjazne rozwojowi dziecka? czy wpływa na niego: poznawczo, kulturowo i duchowo? Jakie wzorce do naśladowania ma dziecko wychowujące się w danym środowisku? Istotne jest też podejście rodziców do niepełnosprawnego dziecka, a także pozostałych członków rodziny. Wpływ na to czy dziecko będzie osiągało efekty w rehabilitacji ma również to w jaki sposób jest traktowane przez otaczające go na co dzień społeczeństwo.

Kolejnym ważnym aspektem jest stworzenie dziecku takich warunków rozwojowych, aby pomogły dziecku opanować „sztukę słowa” (Białas, 2007, s. 23). Odpowiedni dobór placówki lub szkoły umożliwiający dziecku naukę porozumiewania się, aby mogło nabywać odpowiednią dla niego oraz jego możliwości formę za pomocą, której będzie mogło komunikować się ze społeczeństwem.

Podsumowując niniejszy rozdział pragnę zaznaczyć, iż bardzo ważnym elementem w rewalidacji dziecka z wadą słuchu jest jak najwcześniejsze wykrycie i zdiagnozowanie tej wady. Wykrycie problemu jakim jest niedosłuch pozwala na dobranie odpowiednich aparatów słuchowych lub innych urządzeń wzmacniających słyszenie (implant, system FM) oraz objęcie dziecka od najwcześniejszych lat rehabilitacją. Wczesna diagnoza pozwala kompetentnym specjalistom odpowiednio przygotować dziecko do przyswajania języka i w pełni samodzielnego życia w przyszłości bez uzależnienia od osób trzecich.

Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora jest zabronione.

 

Sylabami po Krakowie – recenzja

  Zawsze powtarzałam sobie, że jako mama nie będę przemęczać moich dzieci nauką czytania, pisania etc. W trakcie studiów, wiele razy słyszałam jak to dzieci nauczycieli mają „przerąbane” w życiu. Mama – nauczyciel to nic dobrego dla dziecka. Ciągle tylko nauka, literki, składanie literek, czytanie wyrazów, pisanie… . Nie chciałam powielać tego stereotypu. Moim dzieciom daję tylko dostęp do przeróżnych książek, kolorowanek czy zwykłych pustych kartek. Kiedy syn chciał coś wspólnie rysować czy pytał o kształt konkretnej literki, to mu ją pokazywałam, bez większego naciskania, że MUSI się uczyć tego czy owego. Jedynie co, to od małego czytam mu bajki przed snem 😉

Na chwilę obecną Antoś chodzi już drugi rok do przedszkola. Tak naprawdę, to tam uczy się typowo „szkolnych” rzeczy. Ostatnio coraz częściej pyta się jak napisać daną literkę albo nawet wyraz. Samodzielnie podpisuje swoje prace i bardzo go to cieszy (mnie jeszcze bardziej, kiedy widzę jego radość). Nadszedł moment, gdy syn stwierdził, że chciałby czytać książeczki SAM.

Szukałam jakiś czas książki do nauki czytania „LITERY” Przyłubskich, ale nigdzie nie mogłam dostać. Z pomocą przyszło mi Centrum Metody Krakowskiej ze swoją pozycją „Sylabami po Krakowie”

Wspomniana książka oparta jest na Symulatoniczno-Sekwencyjnej Metodzie Nauki Czytania autorstwa prof. Jagody Cieszyńskiej- Rożek, a stworzyły ją Ola Artymowska i Agata Dębicka- Cieszyńska.

Gdy sięgnęłam po nią pierwszy raz, byłam zawiedziona!!! Tyle tam się dzieje. Ilustracje są tak szczegółowe, mnóstwo detali. Miałam wrażenie, że 4-latek nie ogarnie tego i się zniechęci.

Pomyliłam się. Antoni książką jest oczarowany, a teraz również i ja. Przy niepogodzie najlepiej się nam ją ogląda i „czyta”. Poszukujemy wspólnie jakiegoś elementu i nawzajem zadajemy sobie pytanie: „gdzie jest…” .
W książeczce zawarte są też podpisy dźwiękonaśladowcze.

Każda strona zawiera dodatkową zakładkę. Na jednej stronie zawarte są paradygmaty sylab i rzeczowniki w formie obrazka oraz podpisu. Natomiast na odwrocie mamy prosty tekst do dużej ilustracji.

Książeczkę oglądaliśmy do tej pory może 4-5 razy, a niektóre paradygmaty sylabowe Antoś już potrafi rozpoznać. Książka jest bardzo szczegółowa. Jest przewodnikiem po Krakowie dla najmłodszych. Syn nawet pyta mnie, kiedy pojedziemy do Krakowa, bo on już wie w jakie miejsca pójdziemy 😉

 

Książka „wpadła” też w ręce Sary. Ona także początkowo była zniechęcona. Migała do mnie: „nie wiem gdzie patrzeć tu, czy tu”. Jednak ja się nie poddałam, bo znając już książkę na wylot wiedziałam, że można z nią dużo „pokombinować”. Wzięłam mapę Polski i poprosiłam Sarę o odszukanie miasta – Kraków.

Kiedy znalazła, opowiedziałam jej, że tam studiowałam i bardzo lubię to miasto (spędziłam w nim 5 lat). I tak zaczęłyśmy oglądać książkę. Zwiedziłyśmy „palcem” najważniejsze miejsca w Krakowie. Sara odkryła Smoka, rynek i Krakowskie ZOO. Zwracała uwagę na najdrobniejsze szczegóły – jak to w zwyczaju mają osoby z wadą słuchu. Podczas zajęć indywidualnych padło dużo pytań i pojawiło się nam dużo nowych znaków migowych, których Sara jeszcze nie znała. Na kolejnych zajęciach Sara starała się samodzielnie czytać tekst na dołączonej do książki zakładce.

Książka w końcu bardzo nam się spodobała i polecamy ją wszystkim. Często po nią sięgam w domu z moim czterolatkiem. Nie korzystam z niej nagminnie zmuszając syna do nauki czytania. Służy nam raczej do zabawy, do poszukiwania (usprawniamy koordynację wzrokowo-ruchową). Natomiast skutkiem ubocznym naszej zabawy jest to, że Antek rozpoznaje sylaby 😉

Opracowanie zawiera 7 stron w twardej oprawie oraz 7 zakładek, które kolorystycznie są dopasowane do konkretnej strony. Dla mnie to bardzo ważne, bo nie musimy za każdym razem szukać gdzie powinna być dana zakładka. Ilustracje są przedstawione w sposób bardzo szczegółowy, barwny. Postacie również ukazują nam współczesne życie codzienne, mieszkańców, turystów czy osoby niepełnosprawne.

 

Wydawnictwu „Centrum Metody Krakowskiej” bardzo dziękujemy, za możliwość przetestowania tej publikacji.

 

Okiem rodzica : Czytam Mamie i Tacie.

Tuż przed Wielkanocą, otrzymaliśmy paczkę z Centrum Metody Krakowskiej a w niej m.in. część serii Czytam Mamie i Tacie. Jako rodzic niesłyszącego, migającego dziecka jestem zachwycona książeczkami, zwłaszcza, że są to znane i lubiane baśnie i legendy w formie komiksu.

Podsunęłam książeczki Sarze. Ciekawiło mnie czy sięgnie po nie z własnej woli. Tytułem wyjaśnienia. Sara uwielbia komiksy. Dlaczego? Mało tekstu. Dużo rysunków. Może sama śledzić akcje. A w zrozumieniu tekstu pomaga ilustracja. Sara książeczki przeglądnęła, odłożyła a po chwili sięgnęła po nie znowu. Czytała na głos i o dziwo nie wołała :- ” Mamo chodź tutaj, ja nie wiem co to.”

Seria „Czytam Mamie i Tacie” zachwyca piękną szatą graficzną. Ilustracje są niezwykle dopracowane. Bogactwo szczegółów i kolorów przyciąga wzrok ale go nie męczy. Wyraźna jest także czcionka, która sprawia, że czytany tekst jest przejrzysty. Jednak najważniejszym elementem serii jest treść. Treść, którą dziecko z tak głęboką wadą słuchu i mizernymi kompetencjami językowymi może przeczytać prawie samodzielnie. Pomagałam Sarze w zrozumieniu m.in. związków frazeologicznych (jeszcze długo będą jej sprawiać trudność). Jednak większość, o czym jako dumna matka głosić wszem i wobec będę, przeczytała samodzielnie. Zwróciłam także uwagę, że seria pomaga wprowadzić pojęcie narracji. Na ilustracjach widzimy tego tajemniczego kogoś kto opowiada. Dla dziecka słyszącego narrator w tekście będzie kimś lub czymś naturalnym. Dla Sary to pojęcie fikcyjne i do tej pory nie udało mi się wytłumaczyć jej – Co to?, Kto to? ten narrator.

Myślę, że seria stanowi także świetną alternatywę dla lektur szkolnych. Często nauczyciele nauczania początkowego mają problem z tym, że dziecko z dysfunkcjami nie może przeczytać i opanować treści danej lektury. W klasach 1-3 wyrzucałam z lektur większość tekstu, który wydawał mi się zbędny. Upraszczałam opisy, zdania złożone zamieniałam na proste (nadal tak robię). Czasami nawet tworzyłyśmy wspólnie z Sarą mini komiks np. do historii Mateusza Szpaka z Akademii Pana Kleksa. Jednak to nie to samo co gotowa książka.

Także dzieci bez dysfunkcji, które dopiero rozpoczynają przygodę z czytaniem, na pewno z przyjemnością zapoznają się z tymi książeczkami. Jak wspomniałam wcześniej, ilustracje skutecznie zachęcają nawet opornego, małego czytelnika. Zarówno serię „Czytam Mamie i Tacie” jak i inne ciekawe pomoce dydaktyczne można kupić Tutaj 🙂 Polecam jako rodzic dziecka z obustronną, głęboką wadą słuchu 🙂

 

 

 

 

 

Odmiana przymiotników – Metoda Krakowska

Zaczynając pracę z Sarą 4 lata temu, ciągle szukałam w internecie,
w księgarniach wszelkiego rodzaju pomocy dydaktycznych, które ułatwią nam pracę z poznaniem słownictwa. Część pomocy miałam zrobionych jeszcze na studiach w ramach zaliczenia. Inne pomoce robiłam na bieżąco,
w zależności od przerabianego materiału.

Podczas, gdy rozumienie miganych słów nam udało się opanować bardzo szybko, tak z rozumieniem czytanego tekstu mamy nadal problem. Język polski ma bardzo trudną gramatykę –  mówi się nawet, że jest najtrudniejszym językiem do nauki jako obcego. Sara uczy się go właśnie jako drugi, gdyż jej pierwszym jest język migowy naturalny.

Ostatnio poszukiwałam gotowych materiałów do nauki gramatyki języka polskiego. Natrafiłam na stronę Centrum Metody Krakowskiej.

Zamówiłam kilka książeczek z płytą do słuchania (ale o tym będzie oddzielny post 😉 ). W okresie świątecznym wpadł do nas Zajączek, który przyniósł nam do przetestowania kilka wspaniałych pozycji od Centrum Metody Krakowskiej.

Jedną i zarazem pierwszą pomocą dydaktyczną jaką chciałam Wam przedstawić jest: „Odmiana Przymiotników”.

Zestaw przeznaczony jest do ćwiczenia prawidłowej odmiany przymiotników przez rodzaje. Zawiera 42 kolorowe obrazki, przedstawiające przymiotniki
w 3 rodzajach:

  • mały – duży (miś, lala, auto);
  • mokry – suchy (sweter, koszula, włosy);
  • otwarty – zamknięty (szafa, okno, zeszyt);
  • wesoły – smutny (pan, pani, dziecko);
  • pusty – pełny (kosz, butelka, pudełko);
  • nowy – stary (fotel, lampa, łóżko);
  • brudny – czysty (ręce, podłoga, garnek);

W komplecie znajdują się też etykiety słowne do samodzielnego wycięcia oraz bardzo przejrzyście napisana instrukcja.

Na każdej karcie z obrazkiem, kolorem czerwonym mamy zapisane pytanie. Terapeuta/rodzic/… odczytuje pytanie, a zadaniem dziecka jest odpowiedzieć na to pytanie. Przykładowo:

  1. Terapeuta pyta: Jaki jest zeszyt?

          Dziecko odpowiada: Otwarty lub zamknięty – w zależności od tego, którą kartę ma nasz uczeń przed sobą.

      2. Terapeuta pyta: Jaka jest podłoga?

Dziecko odpowiada: Brudna (lub czysta).

Pytania mają za zadanie ułatwić dziecku odnaleźć prawidłową końcówkę,
a co za tym idzie podpowiadają jaki użyć przymiotnik 😉 . Mając już przed sobą wykonane zadanie, możemy zachęcić ucznia do odpowiadania całym zdaniem.
To znaczy – zadajemy jeszcze raz pytanie:

Terapeuta pyta: Jaki jest zeszyt?

Dziecko odpowiada całym zdaniem: „Zeszyt jest zamknięty” lub „Zeszyt jest otwarty”.

Pod pytaniem mamy ilustrację, która przedstawiają w realistyczny sposób przedmioty. Są kolorowe i zawierają tylko najważniejsze elementy. Na dole karty mamy czarną ramkę – jest to miejsce na dołożenie przez dziecko etykiety z odpowiednim przymiotnikiem.

W instrukcji zawarte są również propozycje ćwiczeń, z których można skorzystać. „Odmiana przymiotników” może być wykorzystywana na lekcjach języka polskiego, na zajęciach rewalidacyjnych, wyrównawczo-kompesacyjnych czy przez rodziców w domu.

W mojej ocenie jest to świetny materiał dydaktyczny dla dzieci niesłyszących, mających trudności z gramatyką języka polskiego. Zawiera konkretny przedmiot w postaci ilustracji, etykietę z zapisem słownym oraz pytanie w formie graficznym. Do tego dochodzi nam pytanie werbalne i/lub w języku migowym. Dodatkowo możemy poprosić dziecko, aby w zeszycie zapisało pytanie i odpowiedź (ćwiczymy pamięciowe zapisywanie wyrazów/zdań).

Charakterystyka pomocy dydaktycznej:

  • Tekturowe pudełko;
  • 42 kolorowe karty z  obrazkami, wydrukowane na sztywnym kartoniku;
  • Etykiety słowne do samodzielnego wycięcia (po rozcięciu schowałam je do strunowych woreczków);
  • Instrukcja

Już nie mogę się doczekać jak skorzystam z nich na zajęciach języka polskiego z Sarą 😉

Bardzo dziękujemy Centrum Metody Krakowskiej za możliwość skorzystania z Waszych produktów.

Jak przygotować dyktando?

  Dzisiejszy post będzie dotyczył przygotowywania pomocy dydaktycznych. Sara jest aktualnie w IV klasie szkoły podstawowej. Ma opracowany Indywidualny Program Edukacyjno Terapeutyczny. No właśnie…

   Co ze sprawdzianami, kartkówkami itp?

Staram się na bieżąco przygotowywać sprawdziany i dostosowywać je do możliwości Sary. Dziewczynka została późno zdiagnozowana, przez co straciła najważniejszy okres w życiu dziecka dotyczący rozwoju mowy i rozumienia. Chcę aby mogła napisać sprawdzian czy dyktando bez mojej pomocy, całkowicie samodzielnie. Dlatego też, treści które przygotowuję muszą być w pełni przez nią zrozumiane.

Chciałam dzisiaj pokazać dyktando z „ch” i „h”.

 

Klasa IV miała na ten tydzień zapowiedziane dyktando z „ch” i „h”. Sara ostatnio chorowała, ale wiedziałam, że dyktando kiedyś będzie musiała napisać. Zdawałam sobie sprawę, że Sara nie napisze dyktanda słuchowego razem z klasą. W jej przypadku zarówno korzyści z implantu jak i kompetencje językowe są niewystarczające.

Przejrzałam wszystkie książki, książeczki, zeszyty ćwiczeń które posiadam
w domu (oj nazbierało się nam tego przez wszystkie lata 😀 Zarówno ja jak i mama Sary lubimy kupować takie pomoce dydaktyczne). Znalazłam naklejki przedstawiające przedmioty zawierające w nazwie „ch” lub „h” i zabrałam się do pracy. Przy pomocy najprostszego programu jakim jest Word przygotowałam cały sprawdzian.

Część I:

Pierwsze zadanie polega na wpisaniu „ch” lub „h” – mamy tutaj konkretny obrazek i podpis z miejscem na wpisanie brakującej litery lub dwuznaku.

Część II:

 

Tutaj już troszkę trudniej. Najpierw trzeba uzupełnić brakujące litery,
a następnie połączyć wyraz z odpowiednim obrazkiem.

Część III:

 

W ostatniej części pojawiły się proste zdania. Jednak już bez obrazków. Analogicznie do poprzednich poleceń, trzeba uzupełnić wyraz odpowiednio „ch” lub „h”.

Jeśli ktoś jest zainteresowany i potrzebuje do swoich zajęć takich materiałów – piszcie śmiało – postaram się każdemu przesłać na e-mail.

 

 

 

 

Dlaczego czytam dzieciom ?

Ciągle dociera do nas poprzez środki masowego przekazu: – „Czytajmy książki”, „Trenujmy nasz mózg ,czytając książki”, „…trzeba czytać, bo dzieci nas naśladują…”, „sięgajmy po książki/czasopisma w każdej wolnej chwili…”

Na studiach dostałam tak wiele informacji na ten temat, że nie sposób tego wszystkiego zliczyć. Jednym  z najważniejszych argumentów, który bardzo utkwił mi w głowie, jest to, że do trzeciego roku życia jest tzw. „złoty wiek rozwoju mowy”. Należy więc czytać dzieciom już od pierwszych dni ich życia.
Mało tego – ja, jako dziecko słabosłyszące miałam wręcz nakazane: „Musisz czytać, żeby wzbogacać słownictwo”. Teraz, kiedy jestem starsza ( „mądrzejsza” 😉 ) wiem co mieli na myśli. Przez wadę słuchu oraz protezę jaką miałam, nie słyszałam wszystkiego tak, jak osoby, które mają sprawny słuch. Uciekało mi dużo informacji a mój zasób słów był mniejszy. Nie znałam niektórych pojęć czy powiedzeń typu:

Nie taki diabeł straszny jak go malują.
Cisza jak makiem zasiał.
Jak cię widzą tak cię piszą.
itd…

Niby nic ważnego, ale jednak. Pamiętam jak rówieśnicy sypali jak z rękawa różnymi przysłowiami, aforyzmami. Ktoś komuś coś powiedział, a druga osoba kontra do niej jakimś tekstem, tak że w pięty poszło. Ja tak nie umiałam, bo po prostu umykały mi takie rzeczy. Dlatego nie bardzo lubiłam czytać. Nie wszystko rozumiałam a przyswojenie tekstu zajmowało mi bardzo dużo czasu. Może dlatego, że musiałam czytać?

Teraz, gdy mam własne dzieci, odkrywam na nowo magiczny świat słowa pisanego. Antoś i Maja mają książki w zasięgu wzroku i rąk. Różne – różniaste. W twardej oprawie, w miękkiej – duże, małe. Z melodyjką,
z przesuwanymi obrazkami… . Część książek, pamięta jeszcze moje dzieciństwo 🙂 Zamówiłam prenumeratę książek Disneya „Przyjaciele na Safari”. Starałam się czytać, o różnych porach dnia, pokazywałam obrazki, nazywałam, zachęcałam do odszukania na ilustracji np. psa.

Wszystko to zaprocentowało tym, że teraz nie ma dnia, a raczej wieczoru, bez czytania książek!!!  Antoś twierdzi: – „Nie mogę usnąć, jeśli nie poczytasz mi książeczki. Moje myśli gdzieś tam fruwają, oczka nie chcą się zamknąć… . Mamo, czytanie to jest jak lekarstwo na mój sen…”. Nie mam więc wyjścia i czytam. Razem z nim odkrywam tajemnicze światy. Podróżujemy po baśniach. Poznajemy zwierzęta…Mamy taki czas tylko dla SIEBIE. I wiecie co? Odkryłam, że lubię czytanie. Słowa, dawniej niezrozumiane, teraz nie mają dla mnie tajemnic. Najważniejsze jest jednak to, że Antoś słucha i uwielbia to wspólne czytanie. Nie mogę się już doczekać a jednocześnie smutno mi będzie, gdy kiedyś wejdę do jego pokoiku a on będzie tak pochłonięty czytaniem, że nawet mnie nie zauważy.

A Ty mój drogi czytelniku? – Czytasz książki swoim dzieciom? 😉

 

Puzzle edukacyjne Bocian Klemens Kle – Kle

Pomimo świątecznej gonitwy i krzątaniny tu i tam, znalazłam czas na rozpakowanie puzzli, które otrzymaliśmy do przetestowania od wydawnictwa Epideixis. Dzisiejszy wybór padł na Bocian Klemens Kle -Kle.

„Testerem” tym razem był mój syn – Antoś (4 lata i 7 miesięcy).

Pudełko zawiera 2 plansze z konturami puzzli, 2 zestawy układanek. Zestaw I od którego rozpoczęliśmy i który był, według mnie, łatwiejszy dla Antosia – zawiera elementy dźwiękonaśladowcze. Na Planszy są wydrukowane czarno – białe obrazki, przedstawiające zwierzęta i przedmioty wydające dźwięki. Natomiast puzzle na odwrocie mają zapis fonetyczny tych obrazków (np. Hau – Hau, Ihaa – Ihaa, Muu – Muu i itd.). Ja odczytywałam dźwięki a syn odszukiwał na planszy i w tym miejscu kładł element układanki. Powstał nam piękny obrazek przedstawiający wiejskie podwórko. II zestaw jest już nieco trudniejszy. Na gotowej planszy są zapisane słowa (Antoś jeszcze nie czyta) a na odwrocie puzzla jest tylko 1 sylaba danego wyrazu. Te puzzle będą za to świetnym materiałem do zajęć z Sarą. Będziemy poznawać i utrwalać nowe słowa. Antoś jest – tak jak ja 😉 – miłośnikiem puzzli, więc po prostu ułożył sam obrazek, aby sprawdzić co przedstawiają.

 

Młodsza siostra Antosia, uwielbia wszystko to co starszy brat. Kiedy zobaczyła jak Antoś układa, zaczęła powtarzać jak mantrę: „…ja też chcę, ja też chcę…” – nie miałam wyboru i układałam z nią I zestaw puzzli.

Według producenta, puzzle są dla dzieci od 6 lat. Moim zdaniem zestaw
z układanką dźwiękonaśladowczą można wykorzystać u młodszych dzieci, które już układają puzzle. Natomiast drugą część u dzieci, które już rozpoczęły przygodę z czytaniem.

Charakterystyka gry:

  • wiek – od 6 lat;
  • 2 zestawy puzzli: 25 i 40 elementów;
  • 2 plansze ćwiczeń
  • I zestaw (25 elementów): jest pomocny przy wykonywaniu ćwiczeń słuchowych na zasadzie dopasowania etykiety z zapisem fonetycznym dźwięku do obrazka, który dany dźwięk wydaje (hau – hau = pies, Iha-Iha = koń). Cały obrazek przedstawia wieś. Podczas zabawy wykonujemy ćwiczenia narządów artykulacyjnych oraz ćwiczenia fonetyczne.
  • II zestaw (elementów): tutaj mamy świetny materiał językowy, dzięki któremu utrwalamy z dzieckiem prawidłową wymowę głosek: ch, j, ł, m, n. Na tym materiale możemy ćwiczyć poprawne czytanie, pisanie lub dzielenie wyrazów na sylaby.
  • puzzle są wykonane bardzo starannie z grubszej tektury.

Zarówno ja jak i moje osobiste dzieci bardzo polubiliśmy tą serię i w każdą wolną wielkanocną chwilę poświęciliśmy na wspaniałą zabawę z puzzlami.
A czekają na nas jeszcze puzzle ” Od litery do słowa” do których zajrzymy niebawem 🙂