Dawno temu…. – Moja historia z pierwszym wszczepem implantu ślimakowego

Moi drodzy – ten wpis ze specjalną dedykacją dla tych, którzy prosili o napisanie jak to było w moim przypadku z pierwszym wszczepem implantu ślimakowego 😉

Zapraszam do czytania…

Na początku roku 2004 przeszłam szereg badań kwalifikujących do wszczepu. Diagnostyka zakończyła się wynikiem pozytywnym, więc pozostało mi tylko oczekiwać ok. 2 lata na zabieg. Nie była to łatwa decyzja. W moim otoczeniu znalazły się osoby, które były ZA i PRZECIW tej operacji. Jako młoda osoba, miałam zaledwie 13 lat, ostatecznie podjęłam decyzję, że chcę spróbować! Na lewe ucho już i tak nic nie słyszałam, aparatu słuchowego nie nosiłam, ponieważ utrudniał mi komunikację (nie docierały do niego dźwięki i czułam za uchem tylko wibracje). W tym okresie „ratował” mnie tylko aparat na prawym uchu, a mowę odczytywałam tylko z ruchu warg. Stwierdziłam, że albo się uda i będę lepiej słyszała, albo będzie tak jak jest – więc nie stracę a mogę zyskać!
Czas oczekiwania na operację skrócił mi się o pół roku. Pamiętam jak dziś ten moment, kiedy zadzwonili z Kajetan do mamy, że za tydzień mam termin zabiegu. Musiałam się tam stawić 16 czerwca 2005 roku, a dzień później miał odbyć się wszczep. Nie obyło się bez nerwów, bez płaczu (nawet teraz jak to piszę przechodzą mnie ciarki po plecach).
Do Warszawy wyruszyłyśmy autobusem razem z mama w nocy z 15 na 16 czerwca. W piątek, tj. 17 czerwca 2005 roku o godzinie 7.15 zostałam zabrana na salę operacyjną. Ten moment także pamiętam jakby to było wczoraj. Pan anestezjolog trafił mi się bardzo śmieszny, porozmawialiśmy jeszcze przed zabiegiem po czym dał mi maseczkę z „Głupim Jasiem” i powiedział: poczujesz zimne powietrze i uśniesz. Natomiast ja wtedy pomyślałam: „Oj, chwile to potrwa zanim zasnę…” i pyk…

Przebudziłam się na sali pooperacyjnej około godziny 10. Pielęgniarka podeszła i kazała spokojnie leżeć. Zastanawiałam się czy już po wszystkim czy jeszcze przed. Następnie pielęgniarka zaprowadziła mnie do mojego pokoju, gdzie czekała na mnie cała w nerwach mama (rano nie zdążyłyśmy się zobaczyć, bo wcześnie mnie zabrali i zdążyłam jej napisać tylko sms, że idę na sale). Spałam później praktycznie cały czas. Mama tylko mnie budziła i sprawdzała czy wszystko okej i chciała się dowiedzieć jak to wszystko wyglądało.


Do domu wróciłam 20 czerwca. Po 10 dniach pojechałam znowu do Warszawy na ściągnięcie szwów. Poniżej przedstawiam Wam moje zdjęcie jak to wyglądało 13 lat temu. Miejsce nacięcia jest dużo wyżej niż teraz i długość szwu inna. (Zdjęcie teraźniejszego nacięcia jest we wcześniejszych wpisach).


Po miesiącu kolejna wizyta w Kajetanach. Tym razem po odbiór procesora. Wizyta była 2 dniowa. Po raz pierwszy, gdy podłączono mi procesor, nie słyszałam w nim nic. Spacerowałam z mama wokół Instytutu i próbowałam się wsłuchać w „hałasy”. W samym procesorze nie odbierałam nic, pomagał mi dalej tylko aparat na prawym uchu.
Dopiero kolejne ustawienia (za 2 miesiące), dawały ogromne rezultaty. I od tej pory wszystko ruszyło z kopyta. Zaczynałam słyszeć i rozumieć mowę, docierały do mnie konkretne dźwięki, a nie tak jak wcześniej „coś”. Na wizyty do Kajetan jeździłam systematycznie. Miałam tam zajęcia z surdopedagogiem, które bardzo szybko zakończyłam. Pani, która prowadziła ze mną zajęcia nieco się dziwiła, że postęp był tak szybki. Czasem, żartowano sobie ze mnie, że to moja determinacja pomaga mi dobrze słyszeć. Tak było!!! Z każdym dniem, miesiącem, gdy słyszałam coraz więcej to pragnęłam jeszcze i jeszcze więcej. W końcu zaczęłam rozmawiać przez telefon, słyszałam co mówią w TV. Z czasem zaczęłam rozumieć co nadają w radiu podczas jazdy samochodem. Ucho lewe stało się dominujące, to głównie nim słuchałam otoczenia. Natomiast ucho prawe jako „pojedynczy” odbiorca nie dawał już rady. Jednak w aparacie chodziłam cały czas. W duecie słyszałam lepiej. Podczas badań sprawdzano na ile procent odbieram dźwięki i przedstawiało to się tak:

  • bez urządzeń 0%;
  • z aparatem na uchu prawym 0%;
  • implant na uchu lewym 81%;
  • implant + aparat 89%.

 

Mój pierwszy procesor Nucleus Esprit 3G. Model do którego wchodziły 3 baterie. Bez większych udogodnień typu akumulatorki, pilot etc. Była to moja”miłość od pierwszego usłyszenia” 😉 Sprawca całego zamieszania. Dzięki niemu, zaczęłam swobodnie poruszać się w świecie dźwięków. Ukończyłam studia m.in. z surdopedagogiki – jest mi to temat bardzo bliski.

Czy zdecydowałabym się jeszcze raz na zabieg???  Zdecydowanie TAK!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *