Minęło już ponad 6 lat….

Pomiędzy lepieniem uszek na  Wigilię, a robieniem porządków w kuchni błądzę myślami gdzieś indziej. Nie ma to nic wspólnego ze świętami, ani z tym co będzie jutro czy pojutrze…

Parę dni temu na Instagramie u Iwony Cichosz przeczytałam w relacjach wypowiedź pewnej pani?/kobiety?/matki? – nie ważne… której zdaniem: „Osoby Głuche – nie powinny mieć dzieci, że świadomie krzywdzą je decydując się na ciąże :O Nie chcę dosłownie przytaczać co ta owa pani jeszcze pisała, ale sprawiła że powróciły złe wspomnienia, które przeżyłam osobiście…
Właśnie jakieś 6 lat temu… . Już po ślubie miałam taką rozmowę z X osobą. Namawiano mnie i męża na zrobienie badań genetycznych, czy mamy TEN zły gen który ewentualnie moglibyśmy przekazać dziecku i mogło by być Głuche. Ja takie badania miałam robione kilka lat wcześniej, gdy próbowano ustalić moją wadę słuchu. Te 6- 7  lat temu byłam już ŚWIADOMIE gotowa na macierzyństwo. Kilkanaście lat wcześniej, gdy jeszcze tylko planowaliśmy wspólną przyszłość – zawsze mówiliśmy, że chcemy przynajmniej 2 dzieci. Medycyna poszła tak do przodu, że nawet gdyby dziecko urodziło się z wadą słuchu to będzie pod dobrą opieką. Byliśmy przygotowani na każdą ewentualność. Po ślubie w pewien sposób te „nasze plany” zostały zburzone. Padły słowa, że jestem egoistką, że świadomie skrzywdzę dziecko… co wtedy przeżyłam to moje… Myślałam, że już nigdy nie będę musiała do tego wracać. Do momentu, gdy Iwona udostępniła wypowiedź tej osoby, postanowiłam coś z tym zrobić.
W tej chwili mam dwoje dzieci – Antoś 5 lat 3 m-sc. i Maja 2 lata 9 m-sc. Słyszą. Mimo tego jesteśmy także pod stałą opieką otolaryngologa, regularnie sprawdzamy słuch.


Obracam się w środowisku osób słyszących oraz niesłyszących. Bez znaczenia jest to czy dany rodzic jest pełnosprawny czy nie, to ich dzieci w różnym stopniu mają dysfunkcje bądź nie. Zdarzają się przypadki, że rodzice słyszą, ich np. 2 dzieci słyszy, a 1 rodzi się z głęboką wadą słuchu, bądź wszystkie dzieci nie słyszą, a w rodzinie nie było wcześniej takich przypadków. Są rodzice Głusi, którzy mają słyszące dzieci lub rodziny wielopokoleniowe gdzie kilka pokoleń jest Głucha.

Dlaczego od górnie zakazać Głuchym zakładania rodziny?? Bo samolub??Bo egoista??? Nie!! Głuchy (po za tym, że nie słyszy) jest taki sam jak rodzic słyszący!! Też chce być za kogoś odpowiedzialny, też pragnie stworzyć swoją rodzinę, następne pokolenie. Chce być szczęśliwy!!!

Każdy z nas ma prawo sam decydować o swoim życiu!! Jeden z nas będzie chciał mieć gromadkę dzieci, inny będzie chciał 1, a jeszcze inna osoba nie zdecyduje się wcale na dzieci i każdy ma do tego prawo!! Nie ingerujmy w czyjeś życie.

Obserwuję wśród znajomych, czy też wśród osób które zdecydowały się prowadzić bloga, fanpage czy instagrama, aby podzielić się swoją historią z innymi – często u nich pojawiają się historie, iż w rodzinie rodzi się dziecko z wadą słuchu. Nikt za to ich nie karci, nie mówi że gdzieś popełnili błąd i tak się stało. Pozwala się im żyć i tyle. Dlaczego my tak nie możemy?? Bo już na starcie jesteśmy przekreśleni za swoją wadę słuchu?? Czy jestem gorszym rodzicem od innych??
Jest takie powiedzenie: „Trzeba się cieszyć,póki jest zdrowie” i to prawda. To, że teraz jesteśmy zdrowi, nic nam nie dolega nie daje nam gwarancji, że tak już będzie zawsze!
Będąc przez 13 lat pacjentem w Kajetanach spotkałam się z różnymi historiami. Jedna z nich z ostatniej wizyty utwierdziła mnie w tym powiedzeniu. Poznałam starszego Pana (pozdrawiam serdecznie), który po wylewie stracił słuch. Teraz jest znów na lepszej drodze jak to mówi, gdyż od dwóch lat ma wszczepiony implant ślimakowy i powoli widzi efekty.

Nie oceniajmy nikogo przez pryzmat tego czy dana osoba słyszy czy nie.

 

P.S. Reagujcie wtedy kiedy trzeba, gdy dziecku się dzieje krzywda, gdy jest bite i zaniedbane – nie bądźcie wtedy obojętni!

 

Dlaczego czytam dzieciom ?

Ciągle dociera do nas poprzez środki masowego przekazu: – „Czytajmy książki”, „Trenujmy nasz mózg ,czytając książki”, „…trzeba czytać, bo dzieci nas naśladują…”, „sięgajmy po książki/czasopisma w każdej wolnej chwili…”

Na studiach dostałam tak wiele informacji na ten temat, że nie sposób tego wszystkiego zliczyć. Jednym  z najważniejszych argumentów, który bardzo utkwił mi w głowie, jest to, że do trzeciego roku życia jest tzw. „złoty wiek rozwoju mowy”. Należy więc czytać dzieciom już od pierwszych dni ich życia.
Mało tego – ja, jako dziecko słabosłyszące miałam wręcz nakazane: „Musisz czytać, żeby wzbogacać słownictwo”. Teraz, kiedy jestem starsza ( „mądrzejsza” 😉 ) wiem co mieli na myśli. Przez wadę słuchu oraz protezę jaką miałam, nie słyszałam wszystkiego tak, jak osoby, które mają sprawny słuch. Uciekało mi dużo informacji a mój zasób słów był mniejszy. Nie znałam niektórych pojęć czy powiedzeń typu:

Nie taki diabeł straszny jak go malują.
Cisza jak makiem zasiał.
Jak cię widzą tak cię piszą.
itd…

Niby nic ważnego, ale jednak. Pamiętam jak rówieśnicy sypali jak z rękawa różnymi przysłowiami, aforyzmami. Ktoś komuś coś powiedział, a druga osoba kontra do niej jakimś tekstem, tak że w pięty poszło. Ja tak nie umiałam, bo po prostu umykały mi takie rzeczy. Dlatego nie bardzo lubiłam czytać. Nie wszystko rozumiałam a przyswojenie tekstu zajmowało mi bardzo dużo czasu. Może dlatego, że musiałam czytać?

Teraz, gdy mam własne dzieci, odkrywam na nowo magiczny świat słowa pisanego. Antoś i Maja mają książki w zasięgu wzroku i rąk. Różne – różniaste. W twardej oprawie, w miękkiej – duże, małe. Z melodyjką,
z przesuwanymi obrazkami… . Część książek, pamięta jeszcze moje dzieciństwo 🙂 Zamówiłam prenumeratę książek Disneya „Przyjaciele na Safari”. Starałam się czytać, o różnych porach dnia, pokazywałam obrazki, nazywałam, zachęcałam do odszukania na ilustracji np. psa.

Wszystko to zaprocentowało tym, że teraz nie ma dnia, a raczej wieczoru, bez czytania książek!!!  Antoś twierdzi: – „Nie mogę usnąć, jeśli nie poczytasz mi książeczki. Moje myśli gdzieś tam fruwają, oczka nie chcą się zamknąć… . Mamo, czytanie to jest jak lekarstwo na mój sen…”. Nie mam więc wyjścia i czytam. Razem z nim odkrywam tajemnicze światy. Podróżujemy po baśniach. Poznajemy zwierzęta…Mamy taki czas tylko dla SIEBIE. I wiecie co? Odkryłam, że lubię czytanie. Słowa, dawniej niezrozumiane, teraz nie mają dla mnie tajemnic. Najważniejsze jest jednak to, że Antoś słucha i uwielbia to wspólne czytanie. Nie mogę się już doczekać a jednocześnie smutno mi będzie, gdy kiedyś wejdę do jego pokoiku a on będzie tak pochłonięty czytaniem, że nawet mnie nie zauważy.

A Ty mój drogi czytelniku? – Czytasz książki swoim dzieciom? 😉